To już nie kryzys Kochani, to decyzja. Po ponad trzech latach, zamykam bloga, który czasami był jedyną formą mojego kontaktu ze światem, kiedy indziej jakimś rodzajem narzuconego sobie zobowiązania i zawsze ważnym miejscem spotkań z sobą samą i innymi ludźmi. Dziękuję Wam za to, że pojawialiście się, przychodziliście, odchodziliście, wracaliście na chwilę. Wiele mi daliście.
Zabieram z sobą Wasze ciepłe, wspierające słowa i wyruszam w podróż życia, która mam nadzieję, będzie pierwszą z kolejnych podróży - nie ostatnią. Fizycznie planuję opuścić Kraków przed latem, ale czeka mnie sporo przygotowań, zadań, celów pośrednich.
Mój plan jest bardzo prosty, bo tylko taki może się udać w obecnej sytuacji. Przenoszę się do współczesnej wersji Wozu Drzymały (kampera), który stanie się moim domem na rok, więcej lub mniej. Będę podróżowała po Polsce i doświadczała życia w najczystszej postaci, pracowała nad książką i leczyła się wszelkimi sposobami w które wierzę, choć nie za wszelką cenę. To ostatnie zacznę tuż po niedzieli.
Orina i ja. Może powstanie taki wirtualny notes z naszej podróży, a może nie będzie na niego dobrego czasu. Może powstanie Książka o Polsce, której pierwsze zdania już opadły na wirtualny papier, a może nie będzie na nią dobrej energii. Może wrócę na zimę do Krakowa, a może wcale nie wrócę. Nie składam już obietnic.
Kim była Cantadora? Osobowością tymczasową? Subosobowością? Jakimś aspektem mnie dotychczas w sobie rozpoznanej? Nie wiem.
Kimkolwiek była - nie ma jej już. Stoję obok i przyglądam się zmiętej skórce, z której właśnie wypełzłam. Żegnaj, Cantadoro. Tobie również dziękuję, za to kim dziś jestem.
Nie mam potrzeby Cię uniestwiać bardziej. Ale nie będę tu już wracać.
„Nigdy nie przypuszczałem, że w tyle ról będę mógł się wcielić: polarnika, fotografa, autora książek, przedsiębiorcy; że będę pomagał niepełnosprawnym, cieszył się rodziną. Bo gdybym założył, że w życiu trzeba skupić się na jednym, to nie wykorzystałbym tych wszystkich możliwości, które we mnie drzemały, a które wynikały z cudu , jakim jest każde ludzkie życie i jego niezwykłe bogactwo.
I tak jest z każdym z nas. Świat to naprawdę miliony możliwości: kluczem jest myślenie oraz analiza, wybieranie priorytetów, podążanie za własnymi myślami. Kluczem jest również słuchanie samego siebie, aby znaleźć harmonię między własnymi pragnieniami światem, który nas otacza; wgląd w siebie, aby usłyszeć wewnętrzny głos. Ważne są marzenia, ale także praca, przygotowanie i planowanie, aby je urzeczywistnić. Nic jednak nie wskóramy bez autentycznej wiary w sens naszych działań, bez wiary w życie.
Kluczem jest wreszcie odwaga, ale nie taka która dotyczy spektakularnych wyczynów i sytuacji ekstremalnych, ale codzienna odwaga w podejmowaniu różnych decyzji.”
„(..)Człowieka czasami zabijają jego własne myśli. Bo jeżeli teraz jest ciężko i pomnożymy nasz wysiłek przez kolejnych sześćdziesiąt dni marszu, to możemy sobie łatwo wyobrazić, że nie damy rady. Psychika i wyobraźnia niweczą najlepsze plany, także w codziennym życiu. Bieguny nauczyły mnie, że trzeba cieszyć się sukcesami każdego dnia i myśleć o codzienności. Dopóki się idzie, dopóki człowiek ma całe nogi i ręce, to trzeba po prostu iść, a nie myśleć o tym, co się zdarzy i że „ja tego nie wytrzymam”(..)”
Życie prowadzi mnie od skrajności do skrajności, miota mną jak tratewką na oszalałych morzach emocji. Poznaję nieznane stany ducha - w każdym z nich gdzieś pewnie egzystują ludzie. Może dzięki temu kiedyś łatwiej będzie mi ich zrozumieć, o ile nie zapomnę.
